My na szlaku cz. 2

dsc_3906Dziś kolejna propozycja wycieczki.  Trasa ma ok. 7 km a jej przejście to mniej więcej dwie i pół godziny. No chyba, że dodamy do tego podziwianie okoliczności przyrody. Zaczyna się i kończy na Lisiej Przełęczy, a wiedzie przez Narożnik, Kopę Śmierci, Skały Puchacza i Białe Skały.

Trasa nie jest trudna, choć na początku musimy pokonać dość znaczną różnicę wzniesień. Na szlak najwygodniej wyruszyć z jednego z dwóch parkingów na Lisiej Przełęczy przy Drodze 100 Zakrętów. Jadąc od Radkowa są to pierwsze parkingi za Karłowem. Kierujemy się niebieskim szlakiem na Narożnik.  Ścieżka wije się przez las omijając porozrzucane wokół skałki. Dochodzimy nią na wierzchołek Narożnika. Możemy podziwiać okoliczne wzgórza i leżące na nich wioski, a przy dobrej pogodzie widać Góry Orlickie i Bystrzyckie. Na jednej ze skał na wierzchołku Narożnika jest tablica upamiętniająca parę studentów, zamordowanych tutaj w 1997 roku. Dalej szlak prowadzi wzdłuż płyty piaskowca. Po chwili dochodzimy do grupy skałek zwanych Kopą Śmierci. To kolejny punkt widokowy, z którego możemy rzucić okiem na okolicę. Kierując się dalej niebieskim szlakiem mijamy niewielki strumyk i po chwili wspinamy się na Skały Puchacza. Kiedyś był tutaj kamieniołom piaskowca. Należy zachować ostrożność, ponieważ zbocza są bardzo strome, a brak barierek pozwala dojść do samej krawędzi skały.

Na skrzyżowaniu szlaków skręcamy w lewo na szlak zielony. Ta część trasy wiedzie po drewnianych kładkach nad podmokłym terenem. Wygląda to trochę, jakbyśmy szli niekończącym się molem nad jeziorem. Po chwili dochodzimy do drogi, od której odchodzi ścieżka w górę, oznaczona szlakiem zielonym i żółtym. Wchodzimy na ścieżkę i zaczynamy wędrówkę w stronę Białych Skał. Zaczynają pojawiać się drewniane konstrukcje ułatwiające pokonywanie wysokości. Po chwili tuż przy szlaku ujrzymy maczugi skalne, baszty powstałe wskutek porozcinania szczelinami i wąwozami stoliwa Narożnika. Skały swoją nazwę zawdzięczają barwie piaskowca. Mają ok. 20-30 m wysokości i na niektórych wyznaczone są drogi wspinaczkowe. Za Białymi Skałami kontynuujemy wędrówkę żółtym szlakiem i dochodzimy nim do parkingu przy Lisiej Przełęczy.

Malownicza trasa w samym sercu Gór Stołowych. Piękne okoliczności bardzo urozmaiconej przyrody. Ciekawostką może być to, że kiedyś w tym miejscu przebiegała linia ciepłego, płytkiego morza. Możemy się o tym dowiedzieć ze znajdujących się na trasie ścieżek edukacyjnych. My wybraliśmy się na szlak w mglisty poranek, mając nadzieję na wiatr co rozgoni. Ale i bez górskich widoków było co oglądać.

 

Read More

Chleb nasz powszedni

dsc_3238Dziś troszkę o chlebie naszym powszednim.
Razowy, na zakwasie, nasz ulubiony, takie nasze spécialité de la maison.
Jako, że upieczenie chleba na zakwasie zajmuje jednak troszkę czasu,  to czasem zdarza się nam kupić go w sklepie. No ale to już nie to samo i staramy się tego unikać. Tym bardziej, że ostatnimi czasy pieczemy też taki na szybko, na drożdżach.

Jak się czasem czyta przepisy na chleb, to człowiek traci wiarę, że da radę. Temperatura dokładnie od-do, odpowiednia wilgotność, zawijanie w folię, żeby nie wysechł, przy pieczeniu jakieś skomplikowane procedury z temperaturą i dodatkowymi pojemnikami z wodą. Z perspektywy czasu już wiemy, że nie ma co z tą dokładnością przesadzać. Zachowując mniej więcej proporcje to się nie może nie udać.

Nasza chlebowa historia zaczęła się już dość dawno temu. Zaczęliśmy od wyhodowania zakwasu. Trwało to tydzień. Wszystko oczywiście dokładnie według przepisu, a więc w ruch poszły miarki, wagi i takie tam. W pierwszych dniach nadzieja na sukces zaczęła gasnąć. Nasz wytwór zachowywał się i wyglądał zupełnie inaczej niż na zdjęciach w przepisie. Po tygodniu pierwsza próba pieczenia chleba. I znowu miarki, wagi i inne gadżety. Wyszedł z tego taki trochę jakby niedopieczony pumpernikiel. Postanowiliśmy jednak się nie poddawać. W tak zwanym międzyczasie upraszczaliśmy sobie przepis, eksperymentowaliśmy z proporcjami, z mąkami, z dodatkami. No i mamy teraz taki „nasz” przepis. Zmieniając w nim proporcje rodzajów mąki można piec zupełnie różne chleby – od typowo razowych, przez mieszane, do zupełnie prawie zwykłych pszennych. Takie same eksperymenty przeprowadzamy na przepisie z drożdżami – sprawdzamy różne mąki i dodatki.
Upieczenie chleba na zakwasie wymaga jednak czasu. Nam zajmuje to ok. jednego dnia. Choć samo przygotowanie, mieszanie i pieczenie to w sumie niecałe dwie godziny. Reszta to czekanie by wszystko pięknie wyrosło. Ale warto czekać.

Czasem częstujemy gości tym naszym chlebem powszednim. Chyba im smakuje, bo ci co są u nas kolejny raz często proszą o upieczenie chleba tylko dla nich, co czynimy nawet z pewną radością. Niektórzy zabierają od nas ze sobą trochę zakwasu, aby mogli cieszyć się smakiem dobrego chleba i w domu.
Upieczenie własnego chleba to nic skomplikowanego. No i nie wiemy, czy można taki chleb kupić w sklepie. Nam się nie udało.
A więc nie bójcie się, że coś pójdzie nie tak. Pieczcie chleb, bo warto.

Read More

Przyjaciele

Marzeniem moim był duży dom, w którym będziemy mogli się spotykać z naszymi przyjaciółmi, rodziną. Spełniliśmy je. Uwielbiam, kiedy w domu jest gwarno. Każdy robi to, na co ma ochotę, a wieczorami spotykamy się w kuchni. Często są to po prostu całe dnie spędzone w kuchni… Wspólnie gotujemy, pieczemy i rozmawiamy do bardzo późnych godzin. Wieczorne ognisko stało się już chyba tradycją.

Nasi przyjaciele są z nami od samego początku zmagania się z trudami życia nad Pośną. Dzięki nim zaszliśmy już tak daleko. Wspierają nas, są z nami wtedy, kiedy jest nam „pod górkę”, dzwonią, przyjeżdżają, pocieszają. Pomagają. Cieszą się z naszych sukcesów. Przeprowadzka bardzo zweryfikowała stare przyjaźnie. Zostali najważniejsi, którzy o nas nie zapominają pomimo dużej odległości.

Marek przyjechał do nas zaraz na początku, kiedy w kuchni nie było drzwi, na podłogach zalegało stare linoleum ew. kamienna posadzka, było jeszcze szaro i buro. Wszedł do domu i powiedział: jak dla mnie, to może nawet tak zostać, podoba mi się. Oczywiście wiele się od tego czasu zmieniło, nie posłuchaliśmy naszego przyjaciela, tylko dalej remontowaliśmy nasz dom 🙂

Grażynka – była tu pierwsza, spałyśmy w niewyremontowanym pokoju na materacach, wśród pudeł, w towarzystwie Jamala i Waltera (pozostałych zwierząt nie było jeszcze z nami). Szlifowałyśmy razem krzesła, wielką szafę, smażyłyśmy placki ziemniaczane na kaflowej kuchni.

Monika, Agnieszka, dwie wspaniałe kobiety, z którymi nasze drogi parę razy się rozchodziły. Ale jesteśmy razem i mam nadzieję, że już tak zostanie na zawsze. Co prawda dziewczyny się nie znają (choć ok. 20 lat temu z pewnością się poznały – w Łodzi rzecz jasna, chyba w La Stradzie…), to z pewnością do wspólnego spotkania na pewno kiedyś dojdzie.

Nie mogę tu oczywiście nie wspomnieć o mojej kochanej kuzyneczce z Tarnowa, Monice, która „z ekipą” potrafi i na dwa dni do nas przyjechać… Pogaduchom, wspominaniom nie ma końca. Są to cudowne chwile, szkoda tylko – że tak krótkie!

A ludźmi, którzy mobilizują mnie do pracy i każdy kontakt z nimi – mailowy bądź osobistym jest największym „kopem” do roboty, są Sylwia i Wojtek, starzy znajomi z czasów studenckich. Pierwszy raz byli u mnie, jak wracali z Bieszczad… Nie było to po drodze, wszak mieszkają w Łodzi…, ale chęć spotkania po latach była silniejsza niż zmęczenie wielogodzinną jazdą samochodem. Sylwia z Wojtkiem prowadzą dużą firmę: itdcollection.com. Zaopatrują mnie we wspaniałe papiery, a tym samym mobilizują do zagłębiania się w tajniki decoupagu. Zarażają mnie zapałem do pracy, są inspiracją do nowych pomysłów.

Read More

Dlaczego góry?

dsc_8114Góry to energia, wielka moc. Tylko one wchodziły w grę w przypadku zmiany miejsca zamieszkania. W górach jest pięknie przez cały rok. Krajobraz zmienia się prawie z dnia na dzień. Nowe kolory, odcienie. Tu nawet smutny listopad jest cudowny… Nie wiedzieć czemu, mało ludzi przyjeżdża tu poza sezonem letnim. A to wielki błąd. Popołudniowe spacery jesienią, przy zachodzącym słońcu są bezcenne. Wokół spokój, w oddali słychać tylko odgłosy przyrody, w lesie już mroczno, ale za to na drogach polnych jeszcze widno. Tam można śpiewać, tańczyć, nikt nie usłyszy, bo nikogo nie ma… a i nie spłoszymy zwierzyny – do lasu radzę nie wchodzić kiedy słońce już zajdzie. Każdy dźwięk ma wtedy zdwojoną moc, a wyobraźnie działa, oj działa. Zdarzało mi się „przyspieszyć” kroku, kiedy usłyszałam w pobliżu łamaną gałąź, a psy patrzyły ze strachem w moją stronę oczekując ewentualnej pomocy.

dsc_6851O urokach zimy w górach nie muszę pisać. I wcale nie musi być wyciągu narciarskiego pod nosem, żeby czuć się wspaniale. Można spacerować, pojechać do Karłowa na biegówki, a i Zieleniec nie tak daleko. Zima to równie cudowny czas i pomimo wielu uniedogodnień – jest w niej coś magicznego, że dość szybko zaczynam za nią tęsknić.

dsc_7094

Po zimie przychodzi wiosna, wszystko budzi się do życia. Ptaki uszczęśliwiają nas swoim świergotem, a i nasza rzeczka zaczyna jakoś raźniej płynąć… Trzeba otrząsnąć się z zimowego letargu i brać do pracy. Nie jest już tak spokojnie, widać sąsiadów w ogrodach, na polach. Przestajemy narzekać na wszechobecny od dawna śnieg, na obowiązki z nim związane (odśnieżanie!), na męczące dokładanie do pieca…

dsc_6253I lato – piękny czas, dla nas okres wyjątkowo gorący. Turyści przyjeżdżają, wyjeżdżają, wielki ruch. Nie mamy nawet czasu nacieszyć się tą porą roku. Ale oczywiście nie narzekamy. Ja cieszę się z nadchodzącej jesieni…

Read More

Szewc bez butów chodzi – czyli My na szlaku cz.1

No właśnie.dsc_3734
Choć góry mamy w zasięgu nogi, to jakoś tak trudno znaleźć czas, aby wyruszyć na szlak. Opowiadamy naszym gościom gdzie ruszyć, którędy najlepiej, co warto zobaczyć, czy szlak trudny czy łatwy. No i okazuje się, że mamy czasem w pamięci zupełnie inny obraz niż potem przedstawiają nam goście.
Postanowiliśmy więc w końcu sprawdzić, czy obrazy w naszej pamięci mają jeszcze jakieś odzwierciedlenie w rzeczywistości i ruszyliśmy na szlak. Trasa ok. 20km wiodła z Radkowa do Radkowa, przez Radkowskie Skały, Skalne grzyby, Pielgrzyma, Wambierzyce. Czas przejścia ok 5 godz. z przerwami na podziwianie widoków i lody w Wambierzycach.
Ruszyliśmy z samego rana niebieskim szlakiem przechodzącym tuż obok naszego domu na Radkowskie Skały. Początkowy odcinek praktycznie płaski. Dopiero po wejściu do lasu zaczyna się podejście – na początku niezbyt trudne ale im głębiej w las tym bardziej stromo. Na szlaku sporo wystających korzeni i kamieni, leżą też przewrócone drzewa. W tym miejscu małe przeprosiny dla wszystkich, którym opowiadaliśmy że przejście na Radkowskie Skały to bułka z masłem. Jednak te naturalne przeszkody mogą sprawić pewien problem, szczególnie osobom pchającym wózek z dzieckiem (Panią szczególnie przepraszamy).
Na same Radkowskie Skały nie wchodziliśmy, ale na skrzyżowaniu szlaków zmieniliśmy niebieski na zielony w kierunku Pielgrzyma. Ścieżka jest wąska i kamienista, biegnie raz z górki raz pod górkę. Tu również sporo powalonych drzew. Ale jej malowniczość rekompensuje wszelkie trudy. Nawet kamyki w butach.
Po minięciu punktu widokowego, na którym można chwilkę odsapnąć w okolicznościach przyrody, znowu zmieniliśmy szlak, tym razem z zielonego na niebieski, który doprowadził nas do szlaku czerwonego. No i mogliśmy podziwiać niesamowite formy skalne – od bramy, poprzez skalne grzyby, po głowę psa. W tak zwanym międzyczasie zmieniliśmy szlak z czerwonego na żółty. Ten odcinek nie jest zbyt wymagający, taka ścieżka przez las praktycznie płaska. I jeszcze raz zmieniamy szlak – z żółtego na niebieski.
Niebieskim szlakiem dochodzimy do zielonego, który wcześniej opuściliśmy i zaczynamy wspinaczkę na Pielgrzyma. No łatwo nie jest, ale naprawdę warto. Z Pielgrzyma piękny widok na okolicę z Wambierzycami u stóp. Tu oddychamy pełną piersią i schodzimy tą samą drogą.
Wracamy na szlak niebieski i mkniemy z górki do Wambierzyc. Tu oczywiście trochę atrakcji – bazylika, mini zoo, skansen i oczywiście lody.
Za bazyliką wchodzimy na niebieski szlak i pomykamy do Radkowa. Po drodze piękne okoliczności przyrody z panoramą Radkowa w tle.
I to by było na tyle, a my planujemy już następne wyprawy.

Read More

Początek

11Czy nie męczy Was życie w mieście – w tym ciągłym pędzie? Czy myślicie czasem o tym, aby rzucić dotychczasowe życie i zacząć wszystko od nowa w zupełnie nowym miejscu? Czy nie marzycie o domu gdzieś na krańcu świata, gdzie jest cisza, spokój, a rytm i tempo życia reguluje przyroda?
Nas męczyło, myśleliśmy i marzyliśmy, więc zaczęliśmy realizować nasz szaleńczy plan.

„Nie musisz widzieć całej drogi. Po prostu zrób pierwszy krok.” (Martin Luther King)
Pierwszym krokiem dla nas było porzucenie dotychczasowego życia i przeprowadzka na koniec świata. Potem powstały „Noclegi nad Pośną”, aby inni też na tym końcu świata mogli odsapnąć. Prowadzimy też sklep „Stworzone nad Pośną” z wykonywanymi przez nas przedmiotami.

I o tym wszystkim będzie nasz blog.

Read More